Pamiętnik Ginger Jones: Jestem blogerem czyli BlogUP #4

Aktywne weekendy oznaczają dla mnie zawsze dwie rzeczy: dziesiątki pomysłów na blogowe wpisy i brak czasu, by zrealizować je w odpowiednio krótkim czasie – na gorąco.

Ten weekend był właśnie taki.

Kto rano wstaje…

Budzik zadzwonił o 7:30, ale moja ręka bezbłędnie trafiła w przycisk drzemki.

Przecież była sobooota…

Prawdą było jednak także to, że grafik miałam dość “napięty”. To znaczy, nie zrozumcie mnie źle, już dawno oduczyłam się pracować w weekendy. Od pewnego czasu, jeśli już zapisuję coś na kartach mojego planera w rubryce “sobota”, to są to same przyjemności.

Zwlokłam się z łóżka o 8:00 i powędrowałam do łazienki, potykając się przy tym o cztery pary butów w rozmiarach od 42 do 46. No tak, Tomek miał w planach tak zwany “męski weekend” i uznałam, że najlepiej będzie po prostu usunąć się z pola rażenia.

Na przedostatni dzień stycznia zaplanowałam zatem zakupy z mamą, obiad u babci, a przede wszystkim pojawienie się (wreszcie!) na BlogUp.

Prysznic.

Gorąca woda otrzeźwiła mnie na tyle, że przypomniałam sobie, że nie zabrałam ze sobą do łazienki właściwie nic, czym mogłabym zakryć się przed wzrokiem trzech obcych facetów.

Pięknie! Czekał mnie zatem walk of shame w samym ręczniku. Żeby tylko się nie pobudzili!

Czmychnęłam do sypialni niczym łania (a przynajmniej tak chciałam o sobie myśleć, chociaż pewnie bliżej było mi do zaskoczonego na lądzie hipopotama). Grunt, że zdążyłam zanim śpiący na kanapie w salonie gość przebudził się z ostatnim chrapnięciem na ustach.

…ten zdąży na wyprzedaże…

Uff.

Teraz już powinno pójść gładko.

To znaczy, dla wszystkich, tylko nie dla mojego portfela. Wszak koniec stycznia to idealny moment na rajd po wyprzedażach. Nie chcecie poznać tego uczucia, kiedy widzicie sweter, który kupiliście w grudniu za 100% ceny, przeceniony o 80%.

Dość powiedzieć, że by ulżyć cierpieniom swej duszy, kupiłam sobie drugi, w innym kolorze.

Innym sposobem na poradzenie sobie z problemem wyprzedaże vs. mój portfel, jest zawsze dobry obiad. A taki można dostać tylko u babci!

Gołąbki zrobiły swoje i odpowiednio posilona, gotowa byłam wreszcie stawić się w umówionym miejscu na spotkanie toruńskiej blogosfery pod nazwą BlogUP!

Pojawiłyśmy się z Czarny Kotu w Hanza Cafe niecałą godzinę przed rozpoczęciem spotkania.

…dowie się co czyni blogera…

Ciężko to przyznać mnie, ekstrawertyczce do potęgi, ale nieco się jednak stresowałam! Bez Kota pewnie bym stchórzyła, na całe szczęście moja przyjaciółka nie dała mi tej szansy.Największym przerażeniem napawało mnie z pewnością słowo “networking”. Znaczy, że mam rozmawiać z innymi blogerami?

O blogach? O pisaniu?
O fanpage’ach? Statystykach?

O czym?!

WP_20160130_15_37_14_Pro

Jak zwykle zbytnio się nakręcałam, a w mojej głowie znowu pojawiło się pytanie: czy ja w ogóle jestem blogerem? Od jakiego momentu można bezkarnie tak o sobie mówić?

Od momentu założenia bloga? Bo przecież bloger to osoba prowadząca bloga

Przy 10+ wpisach? Bo wtedy wiadomo, że zostanę na dłużej? Że pomysł nie spalił na panewce?

Zależnie od statystyk?! Matko, to takie straszne słowo. Zbyt matematyczne na moją humanistyczną głowę!

Odetchnęłam głęboko, bo moje paranoiczne rozmyślania przerwał głos jednej z prowadzących.

Tylko spokój mógł mnie uratować.

InstagramCapture_9553ac20-4c6c-4a88-96bc-858d08b3e2e6

Zaczęliśmy od zabawy integracyjnej. Przekazywaliśmy sobie maskotkę spotkania  – KoPiernika i mówiliśmy o sobie. Już te kilka słów, które z siebie wydobyłam i śmiech, który udało mi się wywołać u słuchających, wprawiły mnie w dużo lepszy humor.

W jakiś sposób przynależałam do grupy.

…doceni ulubiony sernik…

Wreszcie stanęła przed nami Ania z Aniamaluje.com. Szumnie nazywana prelegentką, dla mnie była po prostu zwyczajną dziewczyną. Dziewczyną, która ciekawie, zabawnie i z pasją opowiadała o perypetiach swoich i swojego bloga. Dziewczyną taką jak ja!

WP_20160130_16_47_12_Pro

Dzięki Ani zrozumiałam, że jestem blogerem i mimo, że nic co blogerskie nie jest mi obce (może oprócz statystyk!), to nadal jestem przede wszystkim sobą.

W każdym tekście, w każdym wpisie (nie tylko pamiętnikowym) jestem ja.

I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Autentyczność jest tym, czego czytelnik tak naprawdę szuka, chociaż czasami może wydawać się inaczej. Ania była autentyczna i dlatego właśnie jej rady zapadły mi głęboko w serce, a zaproponowane mini-ćwiczenia skłoniły do prawdziwych, głębokich refleksji.

WP_20160130_16_50_10_Pro

Na szczęście doszłam do wniosku, że mimo chwil zwątpienia, podążam dobrą drogą. Bo mój sernik może nie być najzdrowszym ani nawet najsmaczniejszym ciastem na świecie. Ale na pewno będzie mój. A Wy przecież i tak wiecie aż za dobrze, że nie potrafię gotować!

…i dowie się, że nie taki networking straszny.

Nie tylko się zainspirowałam, ale też rozluźniłam całkowicie. Networking okazał się być bardzo przyjemnym, gdy z barków opadł ten ciężar pod tytułem „co ludzie pomyślą”. Nie myśleli źle nawet, kiedy bez bicia przyznałam, że czytałam Felicjańską no i obowiązkowo Pięćdziesiąt twarzy Graya. Nie zlinczowano mnie też, kiedy głośno, nie osłonięta bezpiecznie ekranem komputera, przyznałam, że nie podobał mi się najnowszy Tarantino. Słuchaliśmy nawzajem swoich anegdotek z podróży i wspieraliśmy się opowieściami o trudnych początkach. Słuchałam innych i widziałam autentyczny zachwyt, zaangażowanie, złość i rozpacz w jednym – w zależności od tematu, jaki poruszyliśmy. Prawdziwe uczucia okraszone czymś, na co nie pozwoliłaby telewizja, a na co pozwala PERSONALNY, OSOBISTY blog.

WP_20160130_18_15_54_Pro

Przeżyłam, przetrawiłam i…chcę więcej! Dlatego już teraz wiem, że na pewno nie zabraknie mnie na kolejnym BlogUPie.

Dziękuję, dziewczyny!

  • Cieszę się, że się podobało 😀

  • Ewa

    Nawet nie wiesz, jak podobne były nasze odczucia co do pierwszego spotkania! Na szczęście strach ma tylko wielkie oczy 🙂 Mam nadzieję, że jak najprędzej zacznę wcielać w życie wszystkie przyszłe rady, których się dowiemy na następnych spotkaniach 🙂 strasznie miło było Cię poznać 🙂

    • Mnie Ciebie również i mam nadzieję, że widzimy się już niedługo na kolejnym BlogUPie. Nie powiem, straaasznie chciałabym już-już poznać datę 🙂

  • Było świetnie! Nie spodziewałam się takiego networkingu, ale był epicki. Sama prelekcja oczywiście również. Jeśli miałam jakieś wątpliwości kogo na blogu zadowalać to już nie mam. I dziękuję Ci Gingerku, że byłaś mi wsparciem i opoką ;D

    • Awww, to ja Tobie dziękuję, że mnie tam zaciągnęłaś. Teraz to ja będę ciągać Ciebie. Jeśli będzie trzeba to nawet za włosy 😀

  • Pingback: BlogUP #7: Porozmawiajmy o SEO z Olą Gościniak -()