Pamiętnik Ginger Jones: Moja poranna rutyna*

kawa

My morning routine

Leżę na kanapie, oglądając kolejny filmik na YouTube. Trafiło na taki z serii „My morning routine”. Wiecie, ten, w którym młoda dziewczyna, zrywa się z  łóżka z twarzą rozjaśnioną uśmiechem na pierwszy dźwięk budzika i pędzi do łazienki. Najczęściej po to,by tam oddać się rytuałowi oczyszczania twarzy. 15 różnymi specyfikami.

Uśmiecham się tylko. Poranna rutyna? U mnie wygląda to trochę inaczej. Jak na przykład w ostatnią sobotę…

Budzikom śmierć

Budzę się rano. Powieki mam jeszcze sklejone resztkami snu, z którego bez ostrzeżenia i o wiele za szybko wyrwał mnie znienawidzony dźwięk budzika. Nadal nie otwierając oczu, macham dziko rękoma wokół siebie, usiłując wyłączyć dźwięk w telefonie. Wmawiam sobie, że to po to, by nie obudzić G., ale prawda jest zupełnie inna – po prostu nie zamierzam jeszcze wstawać. Nie po ośmiu godzinach podróży i dwóch i pół godzinach snu. Wreszcie trafiam, telefon z plaskiem ląduje na podłodze, a ja zakrywam głowę kołdrą.

Odpływam.

Najlepsza kawa to ta, której nie muszę robić sama

Kiedy drzemiący do tej pory budzik rozbrzmiewa po raz kolejny, świdrującymi dźwiękami penetrując moją głowę, postanawiam się wreszcie ruszyć. Na tyle tylko, by móc delikatnie tryknąć G., którego dźwięk mojego drącego się wniebogłosy telefonu nie zdołał nawet wyrwać z fazy REM.

-Hej, zrobisz kawę?

Nie zrozumcie mnie źle, sama potrafię zaparzyć całkiem niezłe espresso. Zresztą, z kawiarką pod ręką to tak naprawdę żadna filozofia, choć wymaga odrobiny skupienia i zastanowienia. Nie ma jednak nic lepszego niż kawa zrobiona dla Ciebie w sobotę rano przez…kogoś innego.

Ale G. mruczy tylko w odpowiedzi coś, co w równym stopniu może znaczyć „tak, Kochanie” czy „za chwilę, Kochanie” co „nic z tego, Kochanie”.

kawa

Houston, mamy problem

Rezygnuję zatem z rozbudzania go i sama wlokę się pod prysznic. Ciepła woda jakby pomaga, ale głowę nadal mam ciężką, a jedyne o czym jestem teraz w stanie myśleć to kawa i ta piosenka The Cranberries o zombie, bo dokładnie tak się teraz czuję. Może sobie to wmawiam, ale tylko filiżanka (a częściej cały kubek) dobrej, aromatycznej, odpowiednio zaparzonej i okraszonej odrobiną spienionego mleka kawy, jest w stanie postawić mnie na nogi.

Dziesięć minut później myję włosy i zaczynam się czuć trochę bardziej jak człowiek i trochę mniej jak nieumarły, a wtedy przez szum wody z prysznica przebija się dźwięk otwierania szafek w kuchni i lodówki. Już wiem, że G. zlitował się nade mną i postanowił nastawić dla mnie tę nieszczęsną kawiarkę. Będę żyć!

I wtedy on wypala:

-Kawa się skończyła!

Zatrzymuję się w pół ruchu, z palcami wplątanymi we włosy całe pokryte szamponem. Czy ja dobrze słyszałam?

Postanawiam jak najszybciej zmyć z siebie mydliny, zarzucam szlafrok, a na głowie robię sobie turban z ręcznika. Nie mogła się skończyć. Przecież kawa tak po prostu się nie kończy! Z poświęceniem wartym lepszej sprawy, wyruszam na poszukiwania (czyli do kuchni, gdzie już stoi G. nad pustą puszką po kawie).

Od kawoszy dla kawoszy

Otwieram po kolei wszystkie szafki, zaglądam nawet do lodówki, chociaż wiem, że tam kawy chować się nie powinno. Nie ma. Próbuję sobie wmówić, że po pierwsze nie zwariowałam, a po drugie, do Biedronki wcale nie jest tak daleko. I może będą mieli Lavazzę w ziarenkach. G. drapie się po głowie, nie bardzo wiedząc, jak może pomóc. Aż wreszcie, nasze (no dobrze, moje!) szaleńcze poszukiwania przerywa dzwonek domofonu. G. idzie otworzyć, by chwilę później powitać w drzwiach kuriera.

-Paczka do Ciebie – oznajmia G., lekko zdziwiony – od cafeport.pl

-Kawa – powtarzam jak w transie. – Jesteśmy uratowani!

I rzeczywiście, w niewielkim pudełku pyszni się paczka Diemme Caffe Miscela Oro. Klaszczę aż w dłonie ze szczęścia i porywam ze sobą paczuszkę. Wygląda na to, że to jednak ja dziś zrobię kawę. Mielenie mnie uspokaja.

15250927_849463518528745_6756871537450077427_o

*Post napisany we współpracy ze sklepem cafeport.pl Cafeport.pl to sklep z kawą, w którym kawosze wszelkiej maści z pewnością znajdą coś dla siebie. Ja wybrałam Diemme Caffe i był to strzał w dziesiątkę. Ale Ty możesz zasmakować w dziesiątkach innych dostępnych kawowych wariacji. A jeśli po tym tekście uznasz, że w Twoim domu brakuje chociażby kawiarki, albo innego akcesorium, dzięki któremu parzenie kawy stanie się prawdziwym rytuałem, to właśnie tam znajdziesz wszystko to, czego szukasz.

kawa

 

  • Polecę narzeczonej, powinno posmakować 🙂
    pozdrawiam!

    • Na pewno zasmakuje! A to przecież nie jedyna opcja w sklepie 🙂 Tylko uważaj – można tam zbankrutować 🙂

  • Rzadko pijam kawę, ale uwielbiam ją mielić 😀

  • Natalia

    U mnie kawa rano również jest obowiązkowa, by działać prawidłowo, choć od 2 tygodni musiałam ją porzucić przez dietę i sama się sobie dziwię, że funkcjonuje 😮 choć czasem mam na nią taką ochotę..
    http://www.pestkizarbuza.blogspot.com

    • Ojej co to za dieta co zabrania kawy?

      • Natalia

        No niestety, aby nerki nie były obciążone zbyt dużą ilością kofeiny, musiałam odstawić 🙂

  • Bez kawy nie da rady! Chociaż muszę przystopować z mlekiem i przerzucić się chwilowo na standardową czarną, bo ileż można tego mleka w ciągu dnia (a u mnie mleko idzie w parze praktycznie ze wszystkim).
    Czas na kawowe zakupy! 🙂

    • Smacznego! Ja postanowiłam dać kolejną szansę alternatywom 🙂

  • Mój małż pije „kawę” cappuccino z papierka, więc kawosz z niego żaden. Dlatego kawę zawsze robię sobie sama. Nawet nie jestem pewna czy on odróżnia kafeterkę od czajnika 😛

    • Hahaha, no mój facet jest takim samym kawoszem jak ja. I całe szczęście, bo nie ma nic lepszego ponad te poranki, kiedy budzi mnie kawą 🙂