Wpisownik adwentowy #10: 3 przereklamowane świąteczne filmy.

świąteczne filmy

Uwielbiam świąteczne filmy. Holiday rozczula mnie niezmiennie od lat, a bez Kevina, który został sam w domu nie wyobrażam sobie świąt. Zawód Święty Mikołaj pozostawia mnie zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy, a To właśnie miłość oglądam na poprawę humoru niezależnie od pory roku.

Istnieją jednak również takie świąteczne filmy, które mimo tego, że pojawiają się w wielu zestawieniach typu „najlepsze świąteczne filmy”, absolutnie do mnie nie przemawiają. Są zwyczajnie przereklamowane. Zazwyczaj, historia w nich przedstawiona to odgrzewany kotlet, który ktoś już kiedyś zrobić – tylko, że o wiele lepiej. Zdarza się też, że twórcy próbują być nowatorscy, a nawet wprowadzać swego rodzaju nowe świąteczne „tradycje”, ale zupełnie im to nie wychodzi.

Zdaję sobie sprawę, że w zestawieniu 3 filmów, w których dla mnie brakuje tego typowego ducha świąt Bożego Narodzenia, znajdą się Wasze ulubione. Niestety, tak jak na niektórych może nie działać najnowsza reklama Allegro, tak na mnie wrażenia nie robią:

1. Grinch: Świąt nie będzie

Ok, no więc po pierwsze – nie śmieszy mnie Jim Carrey. Ten typ humoru jest daleki od tego, co mnie śmieszy – i samo to właściwie już wystarczy. Ale co więcej, Grinch to nic innego jak kolejna historia o tym, jak ktoś/coś, kto nienawidzi świąt (z powodów różnych, często wcale nie podanych do wiadomości widza, albo tak błahych i bezsensownych, że aż strach), postanawia zniszczyć innym Święta. Bo tak. Bo jest samolubny i wiedziony dziwnym przeświadczeniem, że jeśli on nie bawi się dobrze – to nikt inny też nie będzie. W tym wypadku jest to obleśny, zielony stwór. No nie, po prostu nie…

2. Elf

Wiem, wiem, dla wielu z Was jest to niekwestionowany numer 1 na liście filmów do obejrzenia w każde święta. I szczerze mówiąc, zupełnie tego nie rozumiem. Elfa obejrzałam dopiero dzisiaj razem z Czarny Kotu w Internetach, która chyba wzięła sobie za punkt honoru obejrzeć wszystkie filmy świąteczne dostępne przez Netflixa.


Przesłanie filmu jest proste i w założeniu ma poruszać te struny w naszej psychice, które odpowiadają za „rodzinność”. Historia chłopaka wychowanego przez elfy, który wyrusza w podróż w poszukiwaniu swojego biologicznego ojca jest znana nam wszystkim aż za dobrze. I nawet mimo twista, nie jest ani trochę lepsza. Nawet przemiana „złego” ojca, która ma wyciskać z oczu łzy, jest pospieszna, niczym nieumotywowana. Głównie dlatego film, zamiast wzruszać, jest po prostu mdły, a do tego aż nazbyt przewidywalny.

3. Gremliny

Tak, dobrze widzicie. Na tej liście nie bez powodu pojawia się Steven Spilberg. Gremliny jako film o tematyce świątecznej, są po prostu złe. Bo kto, by wprowadzić się w świąteczny nastrój, chciałby oglądać film o głupim chłopaku, który nie potrafi przestrzegać trzech prostych zasad opieki nad swoim prezentem świątecznym i tym samym rozpętuje totalną apokalipsę. Kto chciałby, żeby w nocy, zamiast wymarzonych prezentów pod choinką śniły mu się małe, puchate, włochate stworzonka, które nagle zmieniają się w bezmózgie, krwiożercze, obleśne stwory?

Ja na pewno nie.

A zatem znacie już 3 moim zdaniem przereklamowane świąteczne filmy. Co znalazłoby się na waszym podium? Próbowałam także sensownie uzasadnić swoje wybory, ale jeśli macie ochotę podyskutować i spróbować mnie przekonać, że Elf, Grinch czy Gremliny to jednak dobre filmy do obejrzenia w świąteczny wieczór – dyskusja w komentarzach jest zawsze mile widziana!

  • Lubię Żólwie

    Dla mnie to ‚Love Actually’- wszyscy o nim mówią w samych superlatywach a dla mnie to kolejna komedia romantyczna; plus doprowadził do powstania całego gatunku podobnych filmów.
    Jeśli zaś chodzi o Grincha to o wiele lepsza jest wersja animowana – przyjemniejsza dla oka i bardziej oddająca ducha świąt.