Wpisownik adwentowy #11: Pamiętnik Ginger Jones: Świąteczne zakupy

zakupy

Gwiazdka jest co roku

Jak zawsze w okolicy połowy grudnia łapię się za głowę i przypominam sobie, że Gwiazdka jest co roku. Tak, Gwiazdka jest co roku, i ja nawet czekam na nią z utęsknieniem, powiedziałabym. A jednak, tak jak zima kierowców, Gwiazdka co roku mnie zaskakuje. I właśnie w okolicy połowy grudnia uświadamiam mnie, że czeka mnie coś, co jednocześnie kocham i czego nienawidzę: świąteczne zakupy.

zakupy

Zakupy czas zacząć czyli maraton świąteczny

Ludzie lepiej zorganizowani, z głowami na karku, z włosami zawsze nienagannie ułożonymi i w odprasowanych jeansach pewnie nie mają takich problemów. Wyobrażam sobie, że tacy ludzie robiąc świąteczne zakupy nawet nie wychodzą z domu. Wszystko zamawiają przez Internet z odpowiednim wyprzedzeniem i, rzecz jasna, mają przygotowaną, od lat aktualizowaną tabelę z rozmiarami ubrań wszystkich członków rodziny. (Tak, to dlatego właśnie tak się interesują, kiedy przytyję)

Ale nie Ginger. Ginger na karku ma co najwyżej deadline, rude włosy ma zawsze rozwiane, a prasowanie jeansów uważa za mijajace się z celem. Dla Ginger świąteczne zakupy to maraton po sklepach…

Tłumaczę sobie, że to dobrze. Że taki maraton to próba nadrobienia wszystkich odpuszczonych treningów, to ostatni zryw do tego, by chociaż zacząć spełniać noworoczne postanowienia o diecie, joggingu i zdrowym trybie życia. Że jeszcze się liczy.

Zazwyczaj wygląda to tak.

Bieg pierwszy

Dwa tygodnie do świąt. To wtedy właśnie budzę się z zimowgo letargu i zwalczając chęć zaśnięcia prawdziwym zimowym snem, wlokę się do jednej z galerii. Tej bliżej domu, bo nie czas jeszcze na zbytnie poświęcenia.

Ustawiam się w blokach startowych i ruszam nawet dziarsko. Szybkim krokiem zmierzam od sklepu do sklepu, jeszcze bez planu. Jeszcze bez listy i bez pomysów. Na to jeszcze za wcześnie. To dopiero pierwszy bieg. Rekonesans.  Jeszcze mam nadzieję, że zakupy zrobią się same, że wejdę do przypadkowego sklepu i coś wpadnie mi w oko. Że będzie do mnie mówić, albo, że będzie miało doczepioną etykietkę z imieniem jednej z obdarowywanych przeze mnie osób. „Hej, spójrz na nas – powiedzą kryształowe kieliszki, tylko dzisiaj, tylko teraz w oszałamiającej cenie 70% taniej – jesteśmy idealny,prezentem dla cioci Grażynki.”

No, cóż, nigdy się tak nie dzieje. Wychodzę zatem średnio po trzech do pięciu godzin bezsensownego ganiania z sukienką, świątecznym swetrem albo rękawiczkami…dla siebie.

zakupy

Bieg drugi

Wszystkie biegi mają miejsce w weekendy, ale przed drugim podejściem, gorąco zaczyna mi się robić już około środy. To wtedy odpalaam excela na Google Drive i tworzę tabelę z imionami wszystkich osób, które chciałabym w tym roku uszczęśliwić podarkiem. A potem patrzę na te porażająco białe, puste komórki, w których powinnam umieścić pomysły i…zamyślam się ciężko.

Nie chcę się zbytnio chwalić, ale pomysly miewam dobre. Jeśli tylko mam czas, żeby zastanowić się, z czym kojarzy mi się dana osoba, nierzadko udaje mi się trafić w dziesiątkę i wybrać prezent idealny. Uwielbiam sprawiać radość i nie ma absolutnie nic lepszego niż satysfakcja, jaką się odczuwa, wiedząc, że prezent sprawił obdarowywanej osobie autentyczną radość.

Dlatego drugie zakupy świąteczne, są już bardziej przemyślane. Teraz biegam jakby pewniej, z większą zawziętością – jakby z misją. Przed przybyciem, niczym pilot Formuły 1, uczę się na pamięć trasy. Długa prosta, potem w lewo i nowe perfumy dla cioci już podzwaniają w koszyku, potem w prawo i zabawne skarpetki dla szwagierki można skreślić z listy.Biegnę slalomem, ale nie cofam się bezmyślnie, nabijajac dodatkowe kilometry na apce w telefonie.

 

Wreszcie, wyczerpana ale zadowolona z siebie, zapadam się w fotelu, zakupy usadawiając po drugiej stronie stołu. Za dobrze wykonaną pracę nagradzam się kubkiem gorącej czekolady. Koniecznie ze smakowym syropem i górą bitej śmietany.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o nadrabianie treningów.

Bieg trzeci

Powiedzmy sobie zupełnie szczerze, nie ma szans by udało się załatwić tak zupełnie wszystko za jednym zamachem. Dlatego bieg trzeci następuje zawsze. Tylko, że tym razem to nie ja biegam. Bieg trzeci zostawiam moim rodzicom, którzy często dzwonią po radę. Ja ostatnie zakupy załatwiam inaczej – przez internet. Bo kiedy już zupełnie brak mi pomysłów na prezent dla Taty czy brata, nie pozostaje nic innego jak zwrócić się po pomoc do groupona. Uwielbiam dawać ludziom w prezencie przeżycia – najlepiej te niezapomniane. Jestem zdania, że przejażdżka sportowym samochodem marzeń, choćby miała trwać tylko godzinę, jest lepsza niż świąteczne majtki albo kolejny zestaw kosmetyków po goleniu. A niejednokrotnie kosztuje tyle samo.

Wreszcie, wieczorem 23.12. oddycham głęboko i zapadam się we własnym fotelu z uśmiechem i poczuciem dobrze spełnionej misji.

 

Kolejny etap: pakowanie.
Wzdrygam się tylko delikatnie i ukradkiem rozglądam dookoła, szukając kolejnej ofiary, która pomoże mi w tym roku.

zakupy

A Wy? Jakie macie patenty na świąteczne zakupy i udane prezenty? Czy u Was wygląda to podobnie?

  • Jak zawsze – uśmiałam się, choć może nie powinnam, bo przecież zakupy przed świąteczne to poważny i trudny temat.. Ba! Dla wielu nawet bolesny. Ja jestem wyznawcą prezentów z Internetu, po pierwsze, jest taniej, po drugie mieszkając w niewielkim mieście mam ograniczone możliwości, które otwiera przede mną net 😀 Niestety… teraz nie mam już komu kupować prezentów, ale pamiętam czas kiedy musiałam mieć ich minimum 7… to były piękne chwile.

    • Ja zawsze dochodzę do wniosku, że jak do wyboru jest śmiać się albo płakać, to należy wybrać śmiech. Taki był zamysł, żeby się pośmiać z nieogara. Powoli się ogarniam, może się uda 😉 MUSI się udać 🙂