To i owo: lista na grudzień

grudzień

Grudniowe szaleństwo

Zastanawiałam się, czy nie jest za późno na ten wpis. Grudzień skończył się przecież tak dawno! Rach, ciach i już go nie ma. A czy podsumowanie poprzedniego miesiąca nie powinno nastąpić zaraz na początku następnego?
Zaraz jednak sama się postukałam w czoło. Po pierwsze, nie ma przecież sztywnej zasady dotyczącej wpisów podsumowujących. Po drugie, zawsze dobrze jest zatrzymać się na chwilę i pomyśleć. Zwolnić, ocenić i docenić to, co nam się przytrafia. A do tego właśnie ma mnie i Was skłonić kolejny wpis z tej serii.

A zatem:

Uczucie na grudzień

grudzień

Mój grudzień kręci się niemal tylko i wyłącznie wokół świąt. Uwielbiam ten czas, bo wtedy znowu, zupełnie bezkarnie, mogę poczuć się jak dziecko. Mogę nosić czapkę Mikołaja, albo grający krawat i nikt nie patrzy na mnie krzywo. Spotyka się to moje małe świąteczne szaleństwo co najwyżej z uśmiechem i to nie uśmiechem pełnym politowania. Ale wiecie co? Dla mnie święta nie miałyby zupełnie sensu bez jeszcze jednego uczucia. Tego puchatego, mięciutkiego i cieplutkiego stworka, który wkrada się niepostrzeżenie najpierw do Twojego żołądka, a zaraz potem znajduje drogę prosto do serca. A pojawia się wtedy, kiedy dajesz coś od siebie i nie chcesz nic w zamian. Absolutnie nic. Cieszy Cię za to niezmiernie ta radość w oczach obdarowanego. Dla mnie magia świąt zaklęta jest w tym właśnie uczuciu.

 

Smak na grudzień

Założę się, że typowo grudniowych smaków jest przynajmniej tyle, co kolacji wigilijnych. Ktoś powie, że uwielbia smażonego karpia, ktoś inny rybę po grecku. Piernika, keks, makowiec? A ja Wam powiem, że nie ma nic lepszego, niż pierogi mojej babci. Tylko, że to nie są takie całkiem zwyczajne pierogi.

W moim domu rodzinnym, tradycję lepienia i SMAŻENIA pierogów z kapustą i grzybami w czasie świąt celebruje się odkąd pamiętam. Zresztą, babcia pewnie przygotowywała je, zanim jeszcze przyszłam na świat. Przez wiele lat, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, kolacja wigilijna oznaczała dla mnie ni mniej ni więcej tylko talerz zupy grzybowej (która swoją drogą też smakuje zawsze wtedy jakoś lepiej) i niezliczoną ilość pierogów. Tych najlepszych, najsmaczniejszych, które wydawały się zarówno mnie i mojemu bratu niemal Świętym Graalem dostępnym dla nas tylko i wyłącznie przez dwa dni świąt. Chyba, że wszystkie zjedliśmy już w Wigilię…

grudzień

Wydarzenie na grudzień

W grudniu dopadło mnie okropne choróbsko (które zresztą w pewnym stopniu utrzymuje się do teraz, bo za nic w świecie nie mogę pozbyć się kataru!), więc miesiąc nie obfitował w wydarzenia kulturalne, w których brałam udział. Cud, że dowlokłam się na zabawę Sylwestrową! Jeśli jednak cofnę się pamięcią jeszcze trochę bardziej, do samego początku miesiąca, to eventem, który wywarł na mnie na prawdę ogromne wrażenie był X-MAS KRAM, któremu poświęciłam cały wpis w ramach (niedokończonego, niestety!) Wpisownika Adwentowego.

Jest coś niesamowitego, coś swojskiego, ale także wzniosłego w rzeczach robionych własnoręcznie. Podziwiam ludzi, którzy mają talent do wszystkiego co handmade. A przede wszystkim podziwiam i po części cicho zazdroszczę im tych niezmierzonych pokładów kreatywności, której wymaga wykonywanie czegokolwiek własnoręcznie.

grudzień

Akcja na grudzień

W tym miesiącu pomysłem na ruszenie społeczeństwa do akcji pozytywnie zaskoczył mnie Inpost, który za partnera miał portal Legimi. Być może akcja nie jest tegoroczną nowością, ale ja brałam w niej udział po raz pierwszy i po tych pierwszych doświadczeniach bardzo kibicuję jej na przyszłość.

O co dokładnie chodzi?

Grudzień to miesiąc wzmorzonej aktywności zakupowej większości Polaków. Spora część z nas przerzuciła się już na zakupy przez Internet (co i ja w tym roku uczyniłam, a co zaowocowało kilkoma radami z cyklu mądry Polak po szkodzie). Co za tym idzie jednak, Paczkomaty, a więc jeden z moich ulubionych sposobów dostawy, są absolutnie przeładowane. Żeby zatem więcej z nas internetowych zakupocholików mogło skorzystać z dobra jakim jest Paczkomat, Inpost i Legimi wykoncypowały sobie, że…będą nagradzać książkami tych, którzy swoje paczki odbiorą do 6 godzin od dostarczenia ich do paczkomatu. Co prawda, książki były w formie e-booków (a więc w wersji nie dla zwolenników książek papierowych), a dostępnych tytułów była raczej ograniczona ilość. Ale to nadal książka za darmo (a nawet trzy!), a opcje do wyboru same w sobie były naprawdę ciekawe. Brawo Inpost, brawo Legimi!*

 

Książka na grudzień

Dzięki opisanej wyżej akcji, w grudniu w moje łapki trafiła książka, o której chcę Wam napisać. Co prawda, jestem jeszcze w trakcie jej czytania, bo dla mnie z pewnością nie jest to pozycja na jedno posiedzenie. Ale zaczęłam w grudniu, uznajmy więc, że się liczy.

Pozycja, o której chcę powiedzieć kilka słów to napisana przez Leo Babutę „Minimalizm. Żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną”. Nie ukrywam, że w moich żyłach nie płynie ani kropla krwi minimalistów. Wychowałam się w domu pełnym pięknych (ale poustawianych dosłownie wszędzie) mebli, a sama miałam epizod, w którym znosiłam do domu góry ciuchów kupowanych z drugiej ręki. Również takich, których nigdy nie założyłam. I właśnie dlatego, kiedy o minimaliźmie zrobiło się głośniej, kiedy wszedł on do tak zwanego mainstreamu i stał się pewnego rodzaju modą – stwierdziłam TAK, to dla mnie. Chcę się tego nauczyć, chcę tak żyć i chcę, by tak właśnie wyglądał mój dom.

grudzień
Źródło: Legimi

Minimalistycznie.

Droga do osiągnięcia tego jest trudna i niezmiernie długa. I o tym właśnie między innymi pisze Leo Babuta. O drodze, jaką trzeba przebyć, nie tylko po to by wprowadzić minimalizm w życie w swoim otoczeniu, ale by stać się minimalistą wewnętrznie.

A do tego, jeszcze mi dalej.

„Minimalizm…” przyjmuje formę poradnika, który krok po kroku ma przeprowadzić przyszłego niedoszłego aspirującego minimalistę przez cały proces oczyszczania. Dlatego właśnie, według mnie, nie jest to książka do przeczytania w trakcie jednego wieczoru. To znaczy, oczywiście można tak zrobić, należy jednak zadać sobie wtedy pytanie, czy będziemy mieli czas i miejsce w głowie, żeby sobie to wszystko poukładać, przemyśleć. Bo na tym po części także polega życie zgodnie z filozofią minimalizmu.

Jeśli zatem pociąga Was coś w tej ścieżce życia, czy to łatwość utrzymania porządku w domu, czy więcej przestrzeni, czy czystszy umysł i chcecie krok po kroku przejść istną metamorfozę – to książka dla Was.

Zrobiła się z tego mini-recenzja i to mini-recenzja nie tylko grudnia, ale i książki. A Wam, co utkwiło w pamięci z tego szalonego, zabieganego miesiąca, który wydawał się trwać tylko ułamek sekundy? Dajcie koniecznie znać!