Pamiętnik Ginger Jones: Nowa ja – nowy przedsiębiorca!

przedsiębiorca

To dziś! Budzik zadzwonił o 6:00, a ja byłam tak podekscytowana, że aż prawie zapomniałam o pół-godzinnej drzemce, którą w przebłysku geniuszu zaplanowałam z wyprzedzeniem. Spokojnie, Ginger, masz jeszcze pół godziny, zanim będziesz musiała wstać i stawić czoła nowemu.

przedsiębiorca

Bo musicie wiedzieć, że umówiłam się sama ze sobą, że póki nie otworzę tego dnia oczu, mogę być jeszcze tą samą roztrzepaną, zakręconą i kompletnie niezorganizowaną Ginger, którą byłam wczoraj. Ale kiedy tylko rozkleję zaspane powieki, wszystko się zmieni. Samo z siebie, rzecz jasna, zupełnie tak jakby doroślało się, dojrzewało do jakiejś decyzji, dochodziło do odpowiedniego punktu w życiu w ciągu jednej nocy.

Bo kiedy otworzę oczy, no dobrze, niech będzie – kiedy już umyję twarz i pozbędę się z oczu śpiochów, zupełnie nieprzystających osobie na moim stanowisku – no, więc wtedy (i dopiero wtedy!) wszystko będzie inaczej. Będę przedsiębiorcą! Z własną działalnością gospodarczą i czymś na kształt biura (to znaczy: biurka), przy którym będę prowadzić własną działalność gospodarczą. A czy to nie brzmi dumnie?

Pozwoliłam więc sobie na jeszcze chwilę sennych marzeń. Bo przecież znowu nie można być wobec siebie samej tak całkiem niewyrozumiałą. Nie w pierwszy dzień pracy!

Zrezygnuj z tego, co nie jest konieczne

Te i inne rozmyślania nad moim nowym, nadchodzącym wielkimi krokami życiem, nad początkiem wspaniałej kariery, przerwała natarczywa melodia, dobiegająca gdzieś jakby spod poduszki. Budzik! No tak, oczywiście, że nie poznałam własnego budzika. Nie miałam szansy, skoro wczoraj wieczorem z rozmysłem zmieniłam melodię alarmu. Świeży start, jasne! Tyle, że z lekkim poślizgiem.

Poderwałam się z łóżka pół godziny później niż planowałam, ale postanowiłam nie pozwolić, by ten lekki poślizg zepsuł mi humor i  – co ważniejsze – całkiem ambitne plany na ten pierwszy dzień działania jako freelancer. Przełknęłam zatem głośno, próbując pozbyć się kiełkującego gdzieś we mnie bólu gardła i świadomie zignorowałam szum w uszach, który zdawał się być rezultatem jeszcze nie zabójczego, ale już drażniącego bólu głowy. Nie poddawałam się jednak, zamiast tego usiłowałam dostosować swój plan dnia do zastanej sytuacji. Podjęłam zatem dwie szybkie decyzje, bo przecież również na tym będzie polegać od dziś moja praca. Pełna dowolność i decyzyjność moi drodzy – rezygnujemy z porannego joggingu i makijażu. Pokiwałam głową sama do siebie i metaforycznie poklepałam się po ramieniu. Radzenie sobie z niespodziewanymi, codziennymi sytuacjami zaliczyłam na piątkę już pierwszego dnia, prawda? No i dałam sobie czas na śniadanie. Bardzo odpowiedzialnie!

przedsiębiorca

Ćwicz się w dziedzinie multitaskingu

Wciąż niezrażona niewielką poranną porażką poczłapałam zatem do kuchni. A to, jak wiadomo, idealne miejsce, by poćwiczyć kolejną umiejętność niezbędną w trakcie prowadzenia własnej działalności: multitasking. Zatem, gdy jedną ręką zalewałam miskę płatków śniadaniowych, drugą zakrywałam usta, ukrywając ziewanie. Jedną szuflowałam swoje naprędce przygotowane śniadanie (skoro nie było porannego joggingu, to nie musi też być porannego smoothie, prawda?), a drugą stawiałam na gazie kawiarkę. W końcu prawdziwy przedsiębiorca powinien pić tylko prawdziwą kawę!  Szkoda tylko, że ten sam świeżo upieczony przedsiębiorca postanowił się tą wspaniale pachnącą, świeżo mieloną, wrzącą kawę na siebie wylać. Głównie dlatego, że w tym samym czasie, lewą ręką próbował powstrzymać przed wykipieniem garnuszek mleka, w tym samym czasie wzrokiem szukając leżących gdzieś przecież tutaj tabletek na gardło… Aua, boli!

przedsiębiorca

Zostań jednorękim bandytą…

 A wszystko to jedną ręką. I nie, wcale nie dlatego, że tak świetnie radzisz sobie z multitaskingiem. Po prostu będzie lepiej, jeśli druga ręka na dłużej zostanie pod bieżącym strumieniem zimnej wody. Inaczej prawdopodobnie zmuszona będę zawiesić działalność swojej firmy na okoliczność utraty zalanej wrzątkiem prawej ręki. A że nie dorobiłaś się jeszcze metaforycznej „prawej ręki”, która w najgorszym wypadku mogłaby spisywać dyktowane jej przez Ciebie – mózg całej operacji – tłumaczenia, pozostaje ci tylko stukać w klawiaturę jednym palcem sprawnej, lewej ręki. Zignoruj ból, ból Cię nie definiuje. Pierwszy dzień pracy jako freelancer też nie. Jutro będzie lepiej, jutro też jest dzień.

przedsiębiorca

 

  • teehewz

    A nie lepiej byłoby pójść na ten jogging, spokojnie ugotować kawę, mleko, czy co tam rano spożywasz, a potem popracować te pół godziny dłużej zamiast pisać o swoich porannych przygodach esej?

    • Oczywiście, że lepieńj. I każdy zdroworozsądkowy człowiek właśnie tak by zrobił. Ja w każdy inny dzień też właśnie tak bym zrobiła. Ale nie w pierwszy dzień prowadzenia firmy, kiedy wszystko ma być nowe i lepsze. 😉 Poza tym, bez takich sytuacji jak ta, nie byłoby Ginger Jones. Tekst pisany był z dużym przymróżeniem oka, rozumiem jednak, że nie każdemu pasuje taki styl 🙂